Brnę prosto

 

 

Dzisiaj mając za sobą wiele lat doświadczeń, rozczarowań i małych zwycięstw, zauważam jedną niepodważalną zależność. Bardzo ciężko zniszczyć w sobie zalążki pragnień czy talentu.

Twórczy charakter będzie się przejawiał i wychylał spod kołdry w najmniej spodziewanym momencie. Dwukrotnie zajmowałam się analizą zachowań twórczych, ich podłoża, rozwoju i skutków, przeczytałam wiele książek naukowych. Jest taki wewnętrzny guzik, który zostaje nam wszczepiony i ciężko go wyrwać z naszych serc i ciał. Talent to predyspozycja do działania w jakimś kierunku. Każdy napotyka przeszkody, najcięższe to nieprzychylność otoczenia, na pewno nie finanse.

Istota twórczości jest zakorzeniona głęboko w naszym istnieniu i żeby została wyzwolona, brakuje tylko iskry. Nasze ambicje i chęci to wszystko i może tylko tyle, aby uzyskać to, czego pragniemy.  Pięknie byłoby, gdyby każdy z nas, na własnej drodze spotykał anioła. Taką osobę, która popchnie i własną wiarą w nas, uwolni nasze skrzydła. Z  autopsji wiem, że gdyby nauczyciel z plastyki dopiero w liceum nie pochwalił, nie brnęłabym do przodu. Niewiara we własne możliwości jest okrutna  i bardzo władcza.  Empatycznie rozumiem osoby skrzywdzone, bo niewiarygodnie ciężko jest wyzwolić się z własnych strachów. Budowanie własnej siły zaczyna się na początku, kiedy wymawiamy pierwsze słowa. Właśnie wtedy rodzi się akceptacja siebie lub drąży skazy, jeśli jej nie otrzymujemy z zewnątrz.

Dzisiaj mając za sobą mnóstwo zapewnień o możliwościach, nadal w głowie szukam pułapki i wymówki tych zapewnień. Ciężej żądać tego, co się należy, nie wierząc do końca  we własną siłę. Jestem słaba, pełna niewiary w siebie i taka zagubiona. Nadwrażliwa, ale szczęśliwa, mam wszystko o czym marzyłam. Dzisiaj wiem, że moje szczęścia, czyli dzieci, otrzymają worek i potęgę mojej uwagi, aby ich start był tylko kwestią wyboru.

You may also like