Historia jednego obrazu

Są takie postaci, które przez kolejne dekady i pokolenia, są nie do zapomnienia. Fascynacja wokół nich utrzymuje się na stałym i  niegasnącym poziomie. Kolejne osoby przekazują tę fascynacje dalej i dalej. Tworzą się kolejne historie, kolejne anegdoty, znajdują ukryte dotąd zdjęcia. Pomimo że nigdy nie byłam fanką i nie żywiłam zainteresowania  postacią Marilyn Monroe, nie jeden raz a więcej, sięgnęłam po książki  z opisem jej życia. Smutek i niespełnienie wyzierało z każdej. Postać Ikona a mimo osiągniętego sukcesu, jak w amoku szukała miłości i akceptacji. Broniłam się przed jej wizerunkiem, nawet byłam przekonana, że nigdy nie namaluję Marilyn.

Nigdy nie mów nigdy, tej wersji należy się trzymać we własnym życiu. To był dzień względnego luzu, mało zamówień, weekend i natrętna myśl; co namalować szybko i żeby nadawało się na prezent [fanatyzm dawania prezentów master level] Wybrałam  ją, eteryczną i piękną, z tajemnicą źródła niespełnienia, jaką zabrała ze sobą. Subtelne rysy, twarz muzy. Marilyn zachwyciła mojego własnego syna, który kupił ją za 100 zł [istne szaleństwo dziecięcej szczerości]. Leon, widząc gotowy obraz, stwierdził, że jest tak piękny, żeby nie sprzedawać, bo on kupi za bardzo dużo kasy-100 zł[w pamięci, bo takiej kasy nie posiadał:)]. Obraz cieszy nasze oczy, wisząc w salonie. Lubię go, wyniosłość Marilyn i tajemnicę, którą ze sobą niesie. Nie sprzedam. W naszym domu racjonalność idzie daleko za emocjami. Bogaci w zmysły, odkrywamy co ważne. Gdyby takie emocje i taka rodzina jak nasza, przytrafiły się Marilyn, z pewnością szczęście nie pozwoliłoby jej tak szybko odejść. Początek naszego życia ma fundamentalne znaczenie dla naszego istnienia w ogóle.

Continue Reading